Było naturalnie…jest antropogenicznie…będzie naturalnie…

Prolog:

Jest takie przysłowie:

„Był las, nie było nas. Będzie las, nie będzie nas.”

Mógłbym przewrotnie dodać:

„Jesteśmy my, znikają lasy”.

To oczywiście zakrawa na ironię, ale wszędzie gdzie tylko my ludzie się znajdziemy, to umiemy dużo zepsuć. Popsuliśmy wpierw ekosystemy, w których różnorodność biologiczna kurczy się w zastraszającym tempie, a teraz od kilku dekad psujemy klimat okołoziemski. A właściwie dopiero od pierwszej dekady XXI wieku uświadomiliśmy sobie, że psujemy klimat. I wedle wielu doniesień naukowych ani my go szybko nie naprawimy. Ani sam klimat szybko się nie naprawi. Okazuje się, że te zepsucie samoistnie przez jakiś czas będzie zachodzić, a zwłaszcza gdy bez żadnej refleksji bezmyślnie będziemy dalej spalać paliwa kopalne, nawet więcej niż dziś……………..

Było kiedyś naturalnie

To było dawno temu. Gdy nas nie było. Potem, gdy pojawiliśmy się, ale bez cywilizacji. I wreszcie, gdy pojawiliśmy się z cywilizacją, ale nie oddziaływaliśmy jeszcze tak mocno na przyrodę i klimat. Tak było jeszcze przed wybuchem rewolucji przemysłowej w drugiej połowie XVIII wieku.

W czasie najnowszej historii Ziemi przyroda i klimat funkcjonowały w miarę harmonijnie według cykli słonecznych i zmian orbitalnych naszej planety. Przez około 540 milionów lat klimat był wówczas mocno zaburzany przez pięć wielkich masowych wymierań. Niepodzielnie procesami zachodzącymi w nim rządziły na przemian dwutlenek węgla z tlenem. W zależności jak daleko wybiegniemy w przeszłość geologiczną, należy sobie uświadomić jedno, że w przyrodzie panuje niepodzielnie chaos.

Najbardziej dokładne informacje na temat paleoklimatów dopiero uzyskujemy na początku fanerozoiku (naszego eonu), a dokładniej w paleozoiku na początku kambru, gdy zaczęły powstawać pierwsze wielokomórkowe organizmy biologiczne zbliżone swym wyglądem do współczesnych. Funkcjonowały one przy wzrastającej koncentracji dwutlenku węgla. Było wówczas dużo cieplej niż dziś. Należy też dobrze uzmysłowić sobie, że panowały wówczas o wiele wyższe koncentracje dwutlenku węgla. O wiele rzędów wyższe niż dziś, gdyż Słońce wówczas o 10 % słabiej świeciło. Pod koniec kambru przekraczały nawet 5000 ppm. Globalna temperatura najwyższa zaś w tym okresie wyniosła 22 stopnie Celsjusza. Czyli aż o 7 stopni więcej niż dziś. Koncentracje CO2 przez cały ordowik, sylur, dewon, karbon i pierwszą połowę permu zaczęły spadać do rzędu 300-400 ppm w środkowym permie. Natomiast z temperaturami bywało różnie. W drugiej połowie dewonu było około 21 stopni Celsjusza, a w pierwszej połowie permu powyżej 22 stopni Celsjusza. Natomiast stężenia CO2 zaczęły znów rosnąć od połowy permu. Nawet podczas wielkiego wymierania permskiego.

Koncentracje CO2 przez cały trias w erze gadów, w mezozoiku zaczęły ponownie wzrastać, Dopiero osiągnęły swój punkt kulminacyjny na przełomie triasu i jury. Wyniosły wtedy około 2000 ppm. A więc o ponad połowę niższe niż w ordowiku, ale przy silniej świecącym Słońcu. Natomiast globalna temperatura w drugiej połowie kredy wyniosła 21 stopni Celsjusza. O 6 stopni więcej niż dziś. Przez zdecydowaną większość paleozoiku i przez cały mezozoik temperatury były dużo wyższe niż dziś. Należy też wziąć pod uwagę, że rozkład kontynentów oraz prądów oceanicznych i atmosferycznych różnił się zdecydowanie od obecnego. W tamtym świecie, gdy było bardzo ciepło nie było żadnych czap polarnych na żadnych biegunach.

W paleozoiku pojawiły się dwa ogromne zlodowacenia jedynie na przełomie ordowiku i syluru oraz karbońsko-permskie. W mezozoiku w ogóle nie było zlodowaceń. Sumarycznie paleoświaty paleozoiku i mezozoiku były o drobinę cieplejsze, od kenozoiku, pomimo tego, że Słońce miało zdecydowanie mniejszą jasność niż dziś. Złożyła się na to większa ilość wyższych koncentracji dwutlenku węgla i zapewne wiele innych czynników klimatycznych, które dziś jeszcze trudno dokładnie zbadać. Wyjątkiem od reguły w kenozoiku jest eocen, wprawdzie z niższymi stężeniami CO2 niż w paleozoiku i na równi ze stężeniami z mezozoiku, ale za to z wyższymi temperaturami.

W erze ssaków i ptaków, w kenozoiku, na początku paleocenu koncentracja CO2 wahała się pomiędzy 1000 a 1500 ppm. A więc przy coraz mocniej świecącym Słońcu było dość ciepło wówczas. Punkt kulminacyjny globalnego ocieplenia kenozoik ujrzał w pierwszych milionach lat eocenu. Stężenie CO2 wyniosło wtedy około 2000 ppm. A temperatura światowa kenozoiku osiągnęła około 20 stopni Celsjusza. A więc najwięcej w dziejach tej ery. To właśnie wtedy wystąpiło słynne paleoceńsko-eoceńskie termiczne maksimum. Było najgorętsze w kenozoiku, ale nie trwało długo.

Od 50 milionów lat do 34 milionów lat, aż przez pozostałą epokę eocenu do początku oligocenu następuje duży spadek koncentracji dwutlenku węgla. Przyczyną było zderzenie płyty indyjskiej z eurazjatycką, co zaskutkowało potężnym wietrzeniem chemicznym skał. Dwutlenek węgla był masowo absorbowany przez rejony tektonicznej subdukcji w strefie łączenia się Indii z kontynentem azjatyckim. Ten gigantyczny proces trwał aż do dzisiejszych czasów, do drugiej połowy XVIII wieku. Kenozoik bardzo szybko się ochładzał, w taki sposób, że nastąpiły globalne zmiany. Na biegunie południowym po ponad 250 milionach lat powstaje lądolód na kontynencie Antarktyda. Następują czasy poważnego ziemskiego ochłodzenia.

Przez cały oligocen do 23 milionów lat globalna temperatura mniej więcej jest ustabilizowana na 18 stopni Celsjusza, a koncentracja CO2 wynosiła około 500 ppm. W pierwszej połowie miocenu znów nieznacznie ociepla się. Ostatni punkt kulminacyjny gorąca występuje około 16 milionów lat temu. Stężenie CO2 wówczas oscyluje między 600 a 700 ppm, a średnia globalna temperatura wynosi cały czas 18 stopni Celsjusza. W drugiej części miocenu temperatura wraz z koncentracją cały czas spadają w dół aż do czasu 5 milionów lat. Temperatura światowa pod koniec epoki wynosiła 17 stopni Celsjusza, a stężenie dwutlenku węgla około 400 ppm, czyli już tyle co dziś. I taka mniej więcej koncentracja CO2 panuje mniej więcej przez cały pliocen z tendencją spadkową z 400 ppm do 300 ppm. Temperatura zaczęła mocno spadać z 17 do 14 stopni Celsjusza. A więc mniej niż dziś. To właśnie wtedy 3,5 miliona lat temu zaczął narastać lód morski w Arktyce i powstawać lądolód Grenlandii.

Dopiero 2,5 miliona lat temu nastąpił w końcu plejstocen, epoka totalnego ochłodzenia, w której 190 tysięcy lat temu narodził się nasz gatunek Homo sapiens. Epoka lodowcowa, której wizytówką są glacjały i interglacjały. Temperatura spadała wówczas z 14 do 12 stopni Celsjusza. A więc świat był w plejstocenie chłodniejszy o 3 stopnie Celsjusza niż dziś. Poprzedni interglacjał Eem był cieplejszy od obecnego o około 1 stopnia Celsjusza. Koncentracja CO2 w plejstocenie całym obniżyła się nawet z 300 do 200 ppm. Właściwie oscylowała pomiędzy minimum (glacjał) a maksimum (interglacjał). W takich warunkach narodziliśmy się i my. i zaczęliśmy się zmagać z surową naturą. Jeszcze byliśmy zbyt słabi by jej dorównać. I zapanować nad nią, ale pierwsze kroki wykonywaliśmy ku tępieniu gatunków. Na przykład, mamutów i mastodontów. Choć raczej większość fauny plejstoceńskiej, tej przystosowanej do zimna, wyginęła z powodu drastycznych zmian klimatycznych. A więc gdy świat zmierzał ku ociepleniu.

W późnym glacjale nastąpił ciepły interstadiał Bolling podczas, którego powstało Bałtyckie Jezioro Lodowe. Następnie ochłodziło się ponownie, ale na krótko. Przedostatnie ochłodzenie trwało zaledwie 400 lat, Od 14 000 lat do 13 600 lat. Było to stadium zwane Starszym Dryasem. I ponownie ociepliło się. Nastąpił ciepły okres interstadialny zwany Allerod. Trwał on od 13 600 lat do 11 900 lat. A więc dość długo jak na koniec plejstocenu. To właśnie wtedy strefy klimatyczne zaczęły powoli przesuwać się z południa na północ. Nastała ekspansja borealnych lasów. I ostatnie gwałtowne oziębienie i wysuszenie trwało także 400 lat. Było to stadium zwane Młodszym Dryasem, zarazem kończące definitywnie okres zlodowacenia. Pod koniec tej epoki żyło nas prawie 5 milionów. I byliśmy już w pewnym stopniu zaawansowanymi myśliwymi i zbieraczami.

Nastał czas holocenu. Temperatury zaczęły gwałtownie rosnąć w górę dopiero w okresie borealnym wraz z rozwojem holoceńskiej szaty roślinnej. W latach 11 500 – 8900 lat temu temperatury podskoczyły w górę. Na początku tego okresu, świat był chłodniejszy od obecnego o 0,6 stopni Celsjusza. Szybko jednak zaczął się nagrzewać i w punkcie kulminacyjnym tego okresu osiągnął temperaturę bliską współczesnej. Jednak i tak był odrobinę chłodniejszy. Oczywiście koncentracja dwutlenku węgla oscylowała około 300 ppm. Mimo wszystko holocen podgrzewał się. Punkt kulminacyjny nastąpił w okresie atlantyckim, najcieplejszym naturalnym okresie holocenu. Występował on 8900 – 5700 lat temu. Był to szczyt ocieplenia holoceńskiego prawie dorównujący obecnej temperaturze globalnej. Zaczęły powstawać wtedy masowo wilgotne lasy liściaste w całej umiarkowanej strefie klimatycznej. Był to też okres kiedy my ludzie z trybu życia łowiecko-zbierackiego powoli zaczęliśmy przestawiać się na tryb życia osiadły związany z rolnictwem i pasterstwem. Zaczęły w końcu powstawać pierwsze zalążki cywilizacyjne i pierwsza głębsza ingerencja w środowisko naturalne. Między innymi wyręby drzewostanów i gospodarka żarowa. Miało to jednak mało znaczący wpływ na naturę. Było nas wówczas na Ziemi jeszcze za mało. Tylko 10 milionów.

Kolejny okres subborealny odznacza się lekkim ochłodzeniem, jednak nie na tyle dużym żeby groził powrót do epoki lodowej. W każdym razie zmniejszyła się ilość lasów liściastych na rzecz lasów iglastych, a także cieniolubnych buków. Świat był już jednak zbyt mocno ocieplony. Trwał on od 5700 do 2600 lat (600 lat przed narodzinami Chrystusa) Był to przede wszystkim szczytowy okres rozwoju starożytnych cywilizacji, zwłaszcza Mezopotamii, Egiptu i później Grecji. 4 tysiące lat temu było nas na Ziemi już 25 milionów. To jednak zbyt mało by wpłynąć destrukcyjnie na naturę. Temperatury jednak cały czas spadały i z pewnością koncentracja dwutlenku węgla utrzymywała się poniżej 300 ppm. Pierwszą cywilizacją w Europie powstałą była kultura minojska. Panował wówczas jeszcze dość ciepły klimat. Temperatura była chłodniejsza od naszej obecnej o 0,2 stopnia Celsjusza. Za czasów kultury greckiej, w szczycie rozkwitu 3000 lat temu było nas już 50 milionów. Temperatura globalna była niższa od naszej o 0,4 stopnia Celsjusza. W okresie subatlantyckim od 2600 roku do dziś szata roślinna urozmaiciła się.

W borealnym klimacie przeważają bory iglaste, a w umiarkowanym lasy liściaste takie jak grądy, dąbrowy, buczyny. Chociaż wpływ działalności ludzkiej w ciągu ostatnich 200-300 lat przyczynił się do odlesienia lasów liściastych na korzyść lasów iglastych, zniekształcając przy tym szatę roślinną klimatu umiarkowanego na półkuli północnej. W kulturze starożytnego Rzymu panował klimat dość ciepły, jednak już zdecydowanie chłodniejszy niż na przykład w optimum holoceńskim w okresie atlantyckim. Temperatura globalna była niższa od dzisiejszej o 0,6 stopnia Celsjusza. W czasach narodzin Chrystusa było nas na Ziemi 250 milionów. A pod koniec okresu rzymskiego około 300 milionów. W czasach wczesnego średniowiecza, czyli za czasów wikingów, a więc w tak zwanym średniowiecznym optimum klimatycznym temperatura była mniejsza od obecnej już o 0,8 stopnia Celsjusza. A więc różnica jest jeszcze większa. I koniec.

Kolejne ocieplenie było już antropogenicznym globalnym ociepleniem. Za czasów wikingów, w optymalnym 1000 roku, na Ziemi było nas 350 milionów. W 1250 roku – 400 milionów, a w 1500 roku – 500 milionów. Pół miliarda ludzi już powoli zaczęło wywierać presję na ekosystemy Ziemi. Klimat jeszcze był po dawnemu naturalny. W 1300 roku jednak nałożył się na gasnące średniowieczne optimum klimatyczne okres znacznie chłodniejszy, którego kulminacyjne oziębienie miało nastąpić po roku 1600. Jest to oczywiście Mała Epoka Lodowa. Temperatury na półkuli północnej w klimacie umiarkowanym wówczas obniżyły się o 1 stopień Celsjusza. Glacjologiczny okres ten trwał aż do 1850 roku. Czyli do kulminacyjnego momentu wzrostu emisji dwutlenku węgla do atmosfery.

Gdy zrobiło się do dziś antropogenicznie.

Wszystko zaczęło się już w 1750 roku, od dnia opatentowania pierwszej uruchomionej maszyny parowej przez konstruktora Jamesa Watta. Było nas na Ziemi wtedy 750 milionów. Dopiero wtedy naprawdę zaczęliśmy rozbudowywać naszą cywilizację do monstrualnych rozmiarów, w taki sposób, że wpłynęliśmy destrukcyjnie po dziś dzień, zarówno na przyrodę, a potem na klimat. Początkowo świat był chłodniejszy od dzisiejszego aż prawie o stopień Celsjusza. Koncentracja dwutlenku węgla oscylowała około 280 ppm. Gdy zaczęliśmy spalać paliwa kopalne, to pierwsze skutki naszej obecności zaczęła odczuwać biosfera. Tym bardziej, że jeszcze intensywnie prowadziliśmy gospodarkę wyrębową lasów, niż dawniej. Liczba mieszkańców Ziemi około 1820 roku liczyła już miliard. W 1850 roku zapewne było już miliard i 250 tysięcy. Liczba ludności rosła w astronomicznym tempie wraz z rozwojem przemysłowym. Ale co ciekawe, wówczas ochłodziło się nawet o 1,3 stopnia Celsjusza w stosunku do obecnej temperatury. A więc nic wtedy nie wskazywało na wpływ antropogenicznego globalnego ocieplenia. Koncentracja CO2 wyniosła wówczas 285.2 ppm.

Wkrótce pojawiły się problemy z zanieczyszczeniem środowiska i jego destrukcyjnym wpływem na ekosystemy. Oraz masowe wylesienia. Oba procesy wpływały ujemnie na coraz szybsze zmniejszanie się różnorodności biologicznej. Z wieku na wiek zaczęło z planety znikać coraz więcej gatunków. Tak też się działo między innymi. przez cały XIX wiek i pierwszą połowę XX wieku. Jeszcze w 1900 roku mogło być nas około miliard 750 tysięcy. Świat był nadal ochłodzony około 1,3 stopnia Celsjusza, a koncentracja CO2 wynosiła 295.77 ppm. Dopiero z początkiem XX wieku temperatura zaczęła rosnąć, gdyż aktywność słoneczna pojawiła się zapowiadając zakończenie ochłodzenia.

W 1930 roku liczba mieszkańców przekroczyła 2 miliardy. Świat był niedawno po I wojnie światowej i niecałą dekadę przed kolejną – II wojną światową. Temperatura wówczas wynosiła około 1,2 stopnia Celsjusza, a koncentracja dwutlenku węgla – 307.5 ppm. W czasie II wojny światowej temperatury aktywności słonecznej osiągnęły około stopnia Celsjusza, a koncentracja CO2 – 310.3 ppm. W 1945 roku pod koniec wojny USA zrzuca na faszystowską Japonię bomby atomowe. Na miasta Hiroshima i Nagasaki. Bez wątpienia miało to spektakularny wpływ na pierwsze poważne zaburzenie atmosfery. Kolejne wybuchy jądrowe masowo przeprowadzane do lat 90-tych jeszcze intensywniej wpłynęły na skażenie wielu regionów Ziemi i atmosfery ziemskiej.

W 1960 roku przekroczyliśmy liczbę 3 miliardów. Temperatury globalne wyniosły o 0,7-0,8 stopnia mniej niż dziś, a koncentracja CO2 wyniosła już 317.07 ppm. Rok wcześniej pierwszego pomiaru stężenia dwutlenku węgla w atmosferze dokonał amerykański klimatolog Charles David Keeling. W drugiej połowie XX wieku, gdy przekroczyliśmy punkt krytyczny i zaczął się do dziś trwający proces wielkiego wymierania, wśród ludzi pojawiła się po raz pierwszy społeczna świadomość ekologiczna. Było to dokładnie w latach 70, gdy pojawił się też pierwszy poważny kryzys naftowy na świecie. Temperatury globalne wyniosły wówczas tyle samo mniej więcej co w latach 70-tych. A więc globalne ocieplenie jeszcze wówczas nie postępowało. Było maskowane przez globalne przyciemnienie, czyli wpływ aerozoli przemysłowych blokujących dopływ światła słonecznego. Przez co na Ziemi wówczas było dość chłodno. Koncentracja dwutlenku węgla wyniosła 325.54 ppm. A więc wciąż systematycznie do dziś rośnie.

W 1974 roku, a więc kilka lat po kryzysie naftowym przekraczamy liczbę 4 miliardów mieszkańców. Temperatury wynoszą mniej więcej tyle samo co klika lat temu, ale koncentracja CO2 już wynosi 330.21 ppm. W roku 1980 temperatury minimalnie podnoszą się, a koncentracja CO2 wynosi już 338.99 ppm. A więc przyrost jest coraz większy. W 1987 roku jest nas już 5 miliardów. Temperatura powoli wzrasta, a koncentracja dwutlenku węgla wynosi 348.93 ppm. Aż o 10 ppm więcej w ciągu zaledwie 10 lat. A jeszcze to nie był czas, ze mówiono głośno o globalnym ociepleniu. Choć już istniał problem z dziurą ozonową. W 1987 roku ustalony został Protokół Montrealski zobowiązujący wszystkie państwa do likwidacji produkcji freonów i halonów, ze względu na powiększającą się dziurę ozonową na niebie.

W roku 1990 temperatury powoli zaczynają drgać w górę. Koncentracja CO2 wyniosła wówczas 354.29 ppm. Jest to dekada przełomowa, która zadecydowała o wzroście globalnej temperatury. W 1992 roku na Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro między innymi został poruszony po raz pierwszy oficjalnie problem walki z globalnym ociepleniem. Temperatura wówczas obniżyła się dość znacznie prawie o stopień Celsjusza. Była to przyczyna potężnego wybuchu wulkanu Pinatubo w 1991 roku. Koncentracja CO2 jednak cały czas od 1750 roku rośnie.

W 1997 roku większość krajów, zwłaszcza z Unii Europejskiej ratyfikują Protokół z Kioto zobowiązujący do jak najszybszej redukcji emisji CO2. Temperatura o co najmniej 0,3 stopnia Celsjusza jest niższa niż dziś, a koncentracja dwutlenku węgla wynosiła 363.48 ppm. W czasie potężnego El Nino, największego w XX wieku, temperatury były niższe tylko o 0,1 stopnia Celsjusza niż dziś, a koncentracje CO2 wyniosły 366.27 ppm. W 1999 roku Ziemia ma już 6 miliardów mieszkańców i coraz większy wpływ ludzkości na ekosystemy. Zbliża się millenium. Świat finansowy wstrzymał oddech przed tak zwaną pluskwą milenijną. Uzależnienie od automatyzacji i komputeryzacji może nas kiedyś zgubić. Temperatury po szalejącym El Nino wzrosły potężnie w górę. Wyniosły niewiele mniej niż dziś. Natomiast koncentracje CO2 mają jeszcze szybszy przyrost. W roku 1999 wyniosły 368.38 ppm.

Na początku XXI wieku pojawił się dodatkowy jeszcze groźniejszy problem: totalne rozchwianie i zaburzenie klimatu ziemskiego. Temperatury w 2000 roku były mniejsze od obecnych o 0,2 stopnia Celsjusza, a koncentracje CO2 wyniosły 370 ppm. Coraz intensywniejszy transfer ciepła i absorpcja dwutlenku węgla do oceanów. Niestety ten problem jest w dużym stopniu jeszcze ignorowany w wielu krajach na świecie. W tym, przez bardzo silne grono negacjonistów klimatycznych w Polsce. W 2005 roku temperatury były niższe o 1,75 stopnia Celsjusza niż dziś. Koncentracje CO2 za to wyniosły 378.7 ppm.

W 2011 roku liczba mieszkańców Ziemi wynosiła 7 miliardów. Nasza populacja w zastraszającym tempie się rozrasta. Kończą się ostatnie rezerwy paliw kopalnych, zwłaszcza ropy naftowej i gazu ziemnego. To między innymi wymusza na rządach poszczególnych krajów przetransformowywanie się własnych gospodarek ku energii z odnawialnych źródeł. Temperatury na świecie wówczas spadły do prawie 0,4 stopnia Celsjusza, gdyż pojawiła się chłodna La Nina. A koncentracje CO2 wyniosły aż 390 ppm. Za kilka lat pojawia się największe El Nino, którego kulminacja występuje w 2015 roku. Temperatury były odrobinę mniejsze niż dziś, a koncentracje CO2 wyniosły 399 ppm. A w obecnym roku temperatury pną się w górę, a roczna koncentracja CO2, na to wygląda, że wreszcie przekroczy 400 ppm.

Będzie kiedyś naturalnie.

Czy z nami, czy bez nas. Kiedyś w końcu będzie tylko naturalnie. Nawet jeśli osiągniemy temperatury z Paleoceńsko-Eoceńskiego Termicznego Maksimum, to i tak, jeśli my wymrzemy świat wróci do dawnej formy. Zarówno przyroda, jak i klimat. Wszystko zależy od nas jaki scenariusz emisji obierzemy. Najlżejszy RCP2.6, w którym od razu przestawimy się na źródła z odnawialnych energii, czy też najcięższy i najbardziej uciążliwy zdrowotnie RCP8.5, w którym dalej bezmyślnie będziemy pogrążać się w przemyśle węglowym, naftowym i gazowym. A może wybierzemy któryś z pośrednich scenariuszy. Lżejszy RCP4.5, czy też cięższy RCP6.0. Wszystko zależy od naszego podejścia. Ale skoro ciężko jest nam się uwolnić od paliw kopalnych, to możliwe, że obierzemy kurs pośredni i ocieplimy świat o 3 stopnie Celsjusza przy podwojeniu koncentracji CO2.

Trudno powiedzieć czy zachowamy zdrowy rozsądek nie ignorując głosu naukowców, którzy poważnie ostrzegają decydentów politycznych, biznesowych oraz zwyczajnych obywateli przed konsekwencjami jakie poniesiemy wszyscy. I jakie oczywiście będą to koszty. I czy nie doprowadzimy do zagłady pewnej liczby gatunków. Kiedyś będzie na Ziemi naturalnie, ale czy z nami jeszcze?

Epilog:

Jest obecnie od kilku dekad nie tylko bardzo antropogenicznie, ale i bardziej ekstremalnie na Ziemi. Matka Natura nas za tą chciwość przywiązania do paliw kopalnych nie oszczędza. Wytoczyła przeciw nam coraz większą serię szalejących żywiołów i ekstremalnych zjawisk pogodowych. Huragany, powodzie, intensywne ulewy, susze, upały, pożary oraz trąby powietrzne to najczęstsze zjawiska ogarniające naszą ogrzewającą się planetę. Przy kontynuacji scenariusza business-as-usual nasza przyszłość pogodowa zapowiada się jeszcze bardziej ekstremalnie, nawet gdy odejdziemy od spalania paliw kopalnych, to przez jakiś czas gazy cieplarniane, zwłaszcza CO2 będą długo utrzymywać się w atmosferze i w oceanach podgrzewając naszą Ziemię. A więc jak będzie, kiedy będzie już na Ziemi naprawdę naturalnie? Im szybciej przejdziemy na ekologię i OZE, tym mniej będzie ekstremalnie pogodowo na świecie. Tym szybciej wrócimy do normalności jaka była sprzed wybuchu rewolucji przemysłowej.

Autor: Jacek Baraniak

Jestem z zamiłowania i z wykształcenia ekologiem, ale tylko z pasji miłośnikiem klimatologii. Obie nauki w szczególny sposób są podobne do siebie, gdyż ludzkość wywiera szczególny wpływ na Ziemię w obrębie tych dwóch dziedzin nauki. Dokonuje destrukcji zarówno względem środowiska przyrodniczego, jak i klimatu naszej planety. W szczególności obu tym dyscyplinom naukowym poświęcony jest ten blog.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: